W Azji owady wrzuca się do woka żywe, a on swoje uśmierca humanitarnie: zamraża przed przyrządzeniem. Zasypiają jak Królewna Śnieżka

Pierwszej modliszce dał na imię Józef. Następne, bez względu na płeć, nazywał już tylko „braćmi Józefa”. Bo Jakub Urbański zaczynał właśnie liceum i przeżywał fascynację Tomaszem Mannem. Po Józefa, swój pierwszy poważny okaz modliszki, pojechał aż do Berlina.

Pozostali są chłodniejsi w uczuciach. Marcin R. Szulżycki, fotograf i bloger kulinarny, który czasem przyrządza larwy owadów, tłumaczy:

– Kupuję je do zjedzenia, a nie po to, żebym nadawał im imiona, jeździł na wystawy i zdobywał z nimi medale. Ale traktuję je z szacunkiem, jak każde zwierzę.

Bo nawet owad przeznaczony do zjedzenia potrzebuje troskliwej ręki. Normalnie człowiek idzie do mięsnego i prosi np. 70 dag łopatki wołowej. Szulżycki idzie do znajomego hodowcy i zamawia 400 ml mącznika młynarka, larwy chrząszcza o długości 2-3 cm, lub drewnojada o długości 5 cm. Plastikowy pojemnik z wentylacją i żywym towarem stawia w domu na parapecie i pielęgnuje zawartość: karmi i sprząta obejście. Wystarczy, że położy mącznikom marchewkę, a ściągają jak opiłki żelaza do magnesu. Rzuca im też płatki owsiane, żeby sobie przegryzały. Wody nie daje, bo wystarcza im ta z owoców i warzyw. I tak do półtora tygodnia. Bo po pewnym czasie larwy się przepoczwarzają i można zastać chrząszcze.

Szulżycki zauważył też, że smakują tym, czym je nakarmi na 20-30 minut przed przyrządzeniem: jeśli daje im cynamon, smakują cynamonem, jeśli kawałki kokosa lub trawę cytrynową, przejmują ich smak. Tylko chili nie można dawać. Bo padną. A mączniki same w sobie mają orzechowy posmak, jak prażony słonecznik.

Najbardziej lubi po tajsku. Dorzuca chili i azjatyckie zioła: tajską bazylię, kolendrę, sos rybny. Z tym że w Azji owady wrzuca się do woka żywe, a on swoje uśmierca humanitarnie: zamraża przed przyrządzeniem. Jeśli odpowiednio obniży temperaturę, zasypiają jak Królewna Śnieżka. Potem praży je lub szybko smaży. Najważniejsze, żeby ścięły się w środku i przy rozgryzaniu nie rozlały się w ustach. Bo zostanie niesmak jak po niedogotowanym jajku na miękko. Kiedyś zjadł takie mrożone jedwabniki i to nie było przyjemne. Przyrządza też larwy prażone, a później podsmażane w cukrze, z cynamonem, jako słodkie przekąski. Znajomi, którzy się zarzekali, że nie zjedzą, nie tylko spróbowali, ale i chcieli dokładkę.

Robaki i wiatraki

– Kiedy zrobisz te swoje robaki? – pytają znajomi Szulżyckiego. A on się nie obraża i nie prostuje, że to nie robaki, tylko mączniki i drewnojady. Wie, że ludzie nie rozróżniają robaków od owadów w różnym stadium rozwoju.

– To walka z wiatrakami – tłumaczy Damian Zieliński (ten z modliszką na twarzy), zootechnik, asystent w Katedrze Hodowli Zwierząt Towarzyszących i Dzikich Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. – Robaki to grupa zwierząt, jak tasiemce i obleńce, czyli pasożyty, które żerują w organizmach ssaków czy innych zwierząt. A owady są pożyteczne – tak w dużym uproszczeniu. Dlatego gdy ktoś ze znajomych pyta: „Jak tam twoje robaki?”, zawsze odpowiadam: „Robaki to można mieć w d…”. Bo typowym robakiem są owsiki.

Nie bez przyczyny dziennikarz i satyryk Marcin Wolski rzucił niedawno w kontekście zmian w TVP: „Jest szansa na pozbycie się dokuczliwych Owsiaków i innych glist ludzkich”. Robaki nie mają dobrego PR-u. A przez nie owady też nie.

Czarny charakter

Najgorszy wizerunek ma modliszka. Ludzie kojarzą: to ta, która zjada samca po stosunku.

– To stereotyp – prostuje Zieliński. – W naturze to nie zdarza się często. Po pierwsze, modliszki są kanibalami. Więc jeśli nie mają wystarczającej przestrzeni i nie mogą uciec, zjadają się nawzajem. Po drugie, sam proces kopulacji polega na tym, że samiec aparatem kopulacyjnym jest złączony z samicą, i trwa to od kilku do kilkunastu godzin. Jeżeli akurat samiec trafi na samicę, która jest niewystarczająco najedzona, by przystępować do rozrodu, to ona się odwróci i wygryzie tę część samca, którą jest w stanie dosięgnąć. A on, niestety, będąc zakleszczony, nie będzie mógł uciec. Czasami więc samiec nie ma innego wyjścia i traci głowę. Co ciekawe: samiec bez głowy jest nadal całkowicie sprawny seksualnie. Budowa układu nerwowego u owadów pozwala, by dalej kopulował, bo owady nie posiadają mózgu w głowie tak jak kręgowce.

Zieliński, jak Urbański, od dziecka hoduje modliszki. Miał ich ponad 150 gatunków (z 2400, które występują na świecie), teraz część kolekcji trzyma w domu, część na uczelni. Wyjaśnia:

– Jeżeli dopuszczam samca do samicy, robię to pod kontrolą. Pilnuję tej pary. Ale czasami muszę wyjść z pokoju, wracam, a tu połowa samca leży odgryziona. Samica po skończonej kopulacji będzie czekała na następnego albo jeśli ten był skuteczny, zacznie składać jaja. Bo jednorazowa kopulacja zapewnia samicy nasienie na całe dorosłe życie. Co dalej? Po kopulacji zdecydowanie zwiększa jej się apetyt, zatem więcej poluje, a ewentualnych kochanków przywołuje tylko po to, żeby ich zjeść. Feromonami. Jaja składa w pakietach. W kokonie może być ich od 5 do 300. I tak co kilka tygodni: intensywnie poluje, po czym składa kokon. Od 5 do 10 kokonów w ciągu dorosłego życia. Modliszki nie opiekują się jajami, zostawiają kokon na gałęzi czy liściu, zakamuflowany. Wtedy przenoszę jaja do inkubatora i po miesiącu wykluwają się młode. Już kilka godzin po wykluciu są w stanie polować. Dla małych hoduję muszki owocówki i skocz-ogonki, dla większych świerszcze.

Bo modliszki polują. Interesuje je tylko jedzenie, które się rusza: muchy, trzmiele, osy, a z kręgowców – małe gryzonie, węże, żaby. Modliszka nie ma jadu, ale ma odnóża chwytne, które pozwalają jej złapać zwierzęta nawet większe od siebie, na YouTubie można obejrzeć, jak chwyta kolibra.

Zieliński: – Lwy na sawannie najpierw duszą swoją ofiarę, dopiero potem zjadają. A modliszka, skoro nie ma jadu, nie zabija ofiary, tylko kęs po kęsie wygryza fragmenty ciała. Dla kręgowca, który odczuwa ból, to najgorszy rodzaj śmierci. To sprawia, że ten owad ma wizerunek czarnego charakteru, natomiast ogólnie modliszki są fajnymi zwierzętami. Nie alergizują, więc to dobra alternatywa dla zwierząt, które mają alergeny, jak psy czy koty.

Straszne „coś”

W Polsce mamy własną modliszkę, nazywa się Mantis religiosa, czyli modliszka zwyczajna (lub europejska), i jest pod ochroną. Najczęściej pojawia się w sierpniu, bo wtedy osiąga dorosłość i zaczyna latać. Wtedy też media zwykle alarmują: inwazja drapieżnych owadów!

– W Lublinie – opowiada Zieliński – na osiedlowym koszu na śmieci siedziała modliszka. Mieszkańcy wszczęli alarm, przyjechała straż pożarna i miejska. Nawet oddzielono kawałek osiedla, bo jakiś niezidentyfikowany zwierzak siedzi na koszu na śmieci i straszy starszych ludzi. A przecież modliszka nie posiada jadu, ostrymi odnóżami nie potrafi przeciąć skóry człowieka – nie jest niebezpieczna, a nawet trzeba ją chronić.

U modliszek fascynują jeszcze dwie rzeczy. Pozycja obronna: gdy owad próbuje zwiększyć rozmiary ciała poprzez rozłożenie skrzydeł i odnóży chwytnych. A to, co jest złożone i pod spodem, po rozłożeniu układa się np. w duże kolorowe oko, które ma zmylić drapieżnika, choćby kameleona. Wtedy zbałamucony kameleon zamiast modliszki widzi oko większego drapieżnika, dla którego sam może stać się pokarmem. Zieliński próbował sprowokować modliszkę do pozycji obronnej na zdjęciu, próbował ją wkurzyć, szczypiąc w nogę, ale bez skutku. Traktowała go jak gałąź, po której zwykle chodzi.

Druga rzecz: modliszki linieją. Zawisają w najwyższym punkcie terrarium głową w dół i zaczynają wychodzić z pancerzyka – jak ręka z rękawiczki. Zwykłe linienie trwa od kilku do kilkunastu minut, natomiast ostatnie, tzw. imaginalne (od słowa imago, czyli osobnik dorosły) dłużej. To najważniejszy moment w życiu modliszki, bo musi napompować i rozprostować skrzydła. Zieliński się zachwyca: – To coś nie do opisania! Jako dzieciak nastawiałem sobie budzik na 2.00 w nocy, jeśli wiedziałem, że modliszka będzie linieć. Żeby nie przegapić.

Owad masa maszyna

Tymczasem u Jakuba Urbańskiego młodzieńcza słabość do Józefa i innych modliszek przerodziła się w pracę. Teraz produkuje owady w Robakowie. Nazwa wsi pod Poznaniem, gdzie zbudowali fabrykę, to przypadek. Ale przemysłowa produkcja owadów to już świadomy krok w przyszłość. Tłoczą się tam 2-3 tony „robaków”.

– Hodujemy zwierzęta, które się do tego idealnie nadają, bo owady lubią przegęszczenie. Oczywiście nie dla ludzi, tylko jako paszę dla zwierząt. To powrót do korzeni, bo przecież zanim zwierzęta zaczęto karmić mączką rybną i śrutą sojową, jadły żywe owady – tłumaczą właściciele: Jakub Urbański, biolog molekularny, i Damian Józefiak, profesor kierujący Katedrą Żywienia Zwierząt i Gospodarki Paszowej na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu. Ich firma HiProMine ma być odpowiedzią na globalny deficyt białka, tłuszczu i innych składników dla zwierząt. Założyli ją w marcu 2015 roku i na razie są jedyni w Europie Środkowo-Wschodniej, w ciągu najbliższej dekady chcą zdominować rynek białka owadziego w całej Europie. Produkują pięć gatunków owadów (głównie larwy), ale nie jak hobbyści: w pojemnikach, tylko na liniach produkcyjnych na skalę przemysłową. Kolejne 25 gatunków badają pod kątem przydatności dla zwierząt. O produkowaniu dla ludzi w ogóle nie myślą. Zbyt wiele barier w głowach zachodniego świata, no i prawo nie pozwala. Masowa produkcja czy sprzedaż na cele spożywcze dla ludzi póki co jest w Polsce przestępstwem.

Ewelina Zielińska liczy, że to się zmieni. Doktorantka w Katedrze Biochemii i Chemii Żywności Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie bada owady jadalne. Kiedyś traktowano ją jak dziwaczkę, teraz powoli dociera do ludzi, że owady to skarb.

– Zawierają pełnowartościowe białko, jak w mięsie, z kompletem aminokwasów egzogennych. Sportowcy po treningu łykają suplementy z aminokwasami BCAA, owady też je zawierają, a są znacznie tańsze. Są źródłem żelaza, wapnia, magnezu. A nawet kwasów omega-3 i omega-6, które tak zalecają dietetycy. A chityna z pancerzyka owadów ma właściwości przeciwalergiczne, przeciwpasożytnicze i wspomaga odchudzanie. Owady możemy wykorzystać w stu procentach. Zwierzęta rzeźne emitują bardzo dużo gazów cieplarnianych. A owady mniej, potrzebują mniejszej przestrzeni, mniej wody i prawie nie produkują odpadów. To ekologiczne białko – przyjazne dla klimatu.

Jest i inna zaleta. Tłumaczy Jakub Urbański:

– Owady są jedynymi zwierzętami hodowlanymi, które da się uśmiercać w sposób całkowicie bezbolesny, nawet tego nie zauważają. Wystarczy je schłodzić – to olbrzymia zaleta zwierząt zmiennocieplnych. Obniżając temperaturę, stopniowo wyłączamy ich metabolizm. W przypadku innych zwierząt jest to brutalniejsze, po wizycie na fermie kur przestałem jeść drób.

Zaalarmować urzędy

Kilka lat temu Szulżycki, bloger kulinarny, się zdziwił:

– Wrzuciłem na Facebooka post z owadzim jedzeniem, ktoś to udostępnił i rozgorzała dyskusja. Że trzeba mnie zgłosić do sanepidu, bo jak mogę ludziom podawać robaki. Przy czym ja prowadzę bloga, a nie restaurację, we własnym domu mogę jeść wszystko, co nie jest zabronione prawem. A przecież to nie są robaki wygrzebane na śmietniku, tylko owady hodowane według najwyższych standardów. Ale ludzie naoglądali się filmów i mylą nasze „robaki” z tymi, które wylęgają się w mięsie w procesie psucia i rozkładu. Jak w filmach: ktoś znajduje martwego człowieka w lesie, podnosi mu rękę, a tam wysypują się larwy.

Tymczasem wszelkie owady hodowlane są czyste i nie stanowią żadnego zagrożenia.

Ewelina Zielińska: – Hodujemy owady, które nie są groźne nawet dla kobiet w ciąży. Groźne są koty, bo roznoszą toksoplazmozę.

Jako naukowiec Ewelina przebadała trzy gatunki owadów jako potencjalne pożywienie dla ludzi: świerszcz bananowy, szarańcza pustynna, mącznik młynarek – wszystkie hodowane w Polsce.

– Testowałam owady gotowane i pieczone, nie wykazały żadnej toksyczności. Ale w Europie ludzie wciąż kojarzą owady z czymś brudnym, roznoszącym choroby i groźnym. Nie potrafią sobie rozgraniczyć owadów szkodników i tych hodowanych. Oburzają się: jak to? Muchę, którą zawsze przeganialiśmy, mamy teraz jeść?

– Właśnie – dorzuca prof. Józefiak – mucha przenosi zarazki, bo siada tu i tam, na odpadach i odchodach. Ale istnieją owady całkowicie czyste, jak Hermetia illucens. Osobniki dorosłe w ogóle nie pobierają pokarmu, wykluwają się po to, by się mnożyć, i po kilku dniach padają. A to oznacza wysoką bioasekurację: nie jedzą, więc nie przenoszą patogenów.

Urbański: – Owady są jednymi z najczystszych zwierząt. Np. karaczany, które znamy pod postacią karaluchów czy prusaków, sporą część życia spędzają, czyszcząc sobie nóżki i czułki.

W fabryce HiProMine owady karmi się wyłącznie produktami pochodzenia roślinnego, np. wytłokami z soków, według najwyższych standardów. Hodowla typu smart factory. Cała produkcja jest zautomatyzowana, oprocesowana, nie ma kontaktu ze światem zewnętrznym, nawet okien, w środku jest monitoring, a wymiana powietrza odbywa się tylko przez filtry.

Prof. Damiana Józefiaka dopada refleksja:

– Od 15 lat zajmuję się zwierzętami. Ale magisterium robiłem z anatomii i pięć lat przepracowałem w prosektorium. Zwierzęciem, które budzi moją największą odrazę, jest człowiek.

http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,132748,20427059,owad-i-robal-to-nie-to-samo-fotoreportaz.html